Próba Miłości

Pusty plac św. Piora w Rzymie, błogosławieństwo Urbi et Orbi nie – jak zwykle – wśród zgiełku gęsto zgromadzonego tłumu, a jednynie przy przenikającym dźwięku syren służb porządkowych i dzwonów kościelnych – ten dzisiejszy obrazek wyraźnie pokazuje, że czas, który obecnie przeżywamy jest bezprecedensowy i wyjątkowy. 

Miłość w czasach zarazy

Tegoroczny okres Wielkiego Postu jak nigdy doświadcza nas jako ogół społeczeństwa bardzo bezpośrednio i dosłownie. Można powiedzieć, że “narzucone” zostało nam coś czym w moim odczuciu zawsze powinniśmy żyć w tym czasie pokuty. Teraz, jak nigdy dotąd przechodzimy prawdziwą próbę miłości do siebie, swoich najbliższych i drugiego człowieka. 

Media donoszą, iż jako społeczeństwo zdajemy egzamin. Zdajemy egzamin z empatii, wzajemnej troski, odpowiedzialności. Polacy poza nielicznymi przypadkami stosują się do zasad kwarantanny, nie gromadzimy się, dbamy o higienę – po prostu dbamy o siebie nawzajem. Teraz jest szczególna okazja, żeby zapukać do starszej sąsiadki czy nie potrzebuje zakupów. Osoby z możliwościami wspierają personel medyczny chociażby w szyciu maseczek ochronnych. Firmy produkują płyny do dezyfekcji, druarknie 3D wytwarzają przyłbice i inne narzędzia niezbędne służbom do pracy w tym trudnym czasie. Bardziej zamożni przekazują konkretne kwoty na walkę z epidemią. 

Potrzebna nam była ogólnoświatowa zaraza, żebyśmy docenili wartość lekarzy, pielęgniarek, strażaków, policjantów czy harcerzy. Trzeba było nieznanej i wywołującej lęk choroby żeby zauważyć jak istotny jest dostęp do opieki medycznej, jak cenna jest możliwość chodzenia do pracy, jak ważny jest w naszym życiu dostęp do edukacji czy po prostu możliość spotkania się z koleżankami i kolegami w szkole czy na uczelni.

Cały ten czas, który bardzo znamiennie nastał w okresie Wielkiego Postu zdaje się być prawdziwą próbą miłości do drugiego człowieka. 

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? – Rz 8,31b-39

Tym bardziej niezrozumiałe wydają się niektóre głosy płynące ze strony “pobożnych” – jakby się zdawało – osób. Media obiegł szokujący wpis umieszczony na drzwiach katowickiej katedry. Oskarża on księży o zdradę i wyraża żądanie dostępu do mszy świętej “z naszym udziałem”. Rodzi się we mnie pytanie. Jesli według tego oskarżenia księża to “zdrajcy Jezusa” to dla kogo lub czego to zrobili? Komu się dali przekupić, przekonać, zastraszyć? Judasz zdradził Jezusa za trzydzieści srebrników. Dla pieniędzy. Dla kogo lub czego według autora tej kartki zdradzili Jezusa kapłani? Całe to wydarzenie wpisuje się według mnie w pewną tendencję myślową istniejącą w głowach niektórych polskich katolików. Mianowicie kościół cały czas musi walczyć. Cały czas jesteśmy w stanie wojny, oblężenia kryzysu. Cały czas musimy jako naród udawać się tłumnie pod krzyż lub z pomocą różańca bronić polskich granic przed atakiem wroga. Moje pytanie brzmi: przed kim, przed jakim wrogiem chcemy te granice uszczelniać? Musimy organizować tłumne uroczystości pod krzyżem, bo w innym przypadku będą w Polsce puste kościoły – jak głosił spot radiowy promujący akcję “Polska pod Krzyżem”? Czego się tak boimy? Czy nie próbujemy wygonić złego ducha przez drzwi, a nie wpuszczamy go oknem? Czy żerowanie na ludzkim lęku jest narzędziem ewangelizacji? Pewien prominentny polityk nawołuje do otwarcia kościołów. Kobiety (przepraszam ale akurat widziałem same kobiety, które tak robią) łkają na portalach społecznościowych jak więdną bez Eucharystii. Rozumiem. Myślę, że każdemu kto żyje Eucharystią na co dzień jest teraz trudno. Ale czy otwarcie kościołów byłoby teraz przejawem miłości do bliźniego? Czy byłoby rozsądne? Nie pomnę już o tezach mówiących o tym, że “Pan Jezus nie przenosi zarazków” i o tym podobnych. 

Zbliża się Wielki Tydzień. Czas, który dla katolików nierozłącznie wiąże się z pójściem do kościoła. No i właśnie. Może teraz mamy czas łaski, który pozwoli nam zagłębić się w refleksji nad tym czy chodzi o “pójście do kościoła” czy prawdziwe przeżycie Tajemnic, które objawia nam Kościół poprzez liturgię Wielkiego Tygodnia.

Nic nie może nas rozłączyć od Miłości Chrystusowej. Nic. Czy wierzymy w to? Czy wierzymy w to kiedy zamknięty kościół prowokuje nas do oskarżania kogoś o zdradę Jezusa? Czy wierzymy w to idąc na wojnę z “grzesznikami” angażując w to armie Maryi, żołnieży Chrystusa i inne wszelkiej maści dziwne formacje? 

Pozory dobra są chyba gorsze niż zło samo w sobie. Mamy teraz niepowtarzalny czas. Prawdziwe rekolekcje. Ten czas musi boleć. Możemy przyjżeć się tajemnicy Wielkiej Nocy z zupełnie innej strony. Z perspektywy tęsknoty za Chrystusem, która towarzyszyła uczniom zamkniętym w wieczerniku po śmierci Jezusa. Tym razem Jezus nie tylko symbolcznie w wydzielonym miejscu kościoła zniknie z naszych oczu w ciemnicy. Teraz faktycznie możemy poczuć pewne oddalenie od niego, pewną fizyczną niedostępność. Ale czy to nas oddziela od Miłości Chrystusowej? Bóg dał nam możliwość zatęsknienia za Bogiem Żywym w Przenajświętszym Sakramencie. Wierzę, że ta tęsknota może na nowo rozpalić płomień miłości do Chrystusa w każdym z nas. To jest okazja. Ja z tej okazji mam zamiar skorzystać.

 

 

załączony obraz autorstwa EPA/PAP

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *